Widziałem już miejsca, gdzie nazywanie się „hostelem” było czystą kpiną. Korytarze jak na więzieniu, nocne ręczniki do kibiców w łazience i głośny stół z ćwierć kilograma szkła na jednym z jego rogów. Znaczy, to nie był hostel — to była próba zmylenia klienta przez właściciela, który nie rozumiał, o co chodzi w tym pojęciu. A przecież hostel powinien coś dawać oprócz ceny i miejsca na nogi. Może warto by było pomyśleć o nim jako o miejscu, gdzie człowiek może naprawdę się „odetchnąć” — ale nie tylko fizycznie.

Każdy wie, że w centrum miasta, gdzie kubek kawy kosztuje więcej niż w okolicach Warszawy czy Krakowa, trudno znaleźć taki punkt bezbożny dla budżetu. Ale to właśnie tam najwięcej się dzieje. A jak się okazuje — niekoniecznie musi to być miejsce pełen przekręconych drzwi i ludzi krzyczących w nocy o „mojej torbie”. Na przykład Pitstop Hostel nie wydaje się być typowym miejscem na takie przygody. Nie ma tu tego nadmiaru plastiku i żadnych znaków „nie wpuszczać psa”. Zamiast tego — ciche pomieszczenia, lekkie drzwi i ludzie, którzy mają czas przeczytać książkę bez tego typowego „czy oni chcą mnie widzieć?”.

Po co ten hostel? Żeby spać?

Nie do końca. Przynajmniej jeśli patrzymy na Pitstop Hostel z bliska. To nie jest tylko sklepik za pomocą którego można zapłacić za nisko umiejscowiony łóżko. To miejsce zbudowane na myślach o człowieku: jak go usiąść przy stole z innymi? Co jeśli ktoś przyniesie książkę i chce ją podzielić? A co jeśli ktoś chciałby po prostu porozmawiać o filmie bez strachu przed tym, że ktoś pomyśli: „co on tu robi?”.

Wcześniej myślałem, że hostel to jednostka ekonomiczna — jeden pokój, trzy łóżka, jedna łazienka. Teraz widzę inaczej: to jest przestrzeń społeczna o niestandardowej organizacji. Nie ma tutaj systemu wyznaczania lokalizacji przez głośne „ja mam tę część”, ani brakuje tych minimalnych zachowań jak zamknięcie drzwi po wejściu do łazienki.

Dlaczego ten hostel działa?

Pitstop Hostel działa dlatego, że nie stara się być wszystkim dla wszystkich. Nie gra na emocjach: „tutaj każdy będzie twoim przyjacielem!”. Nie oferuje fajnych fotek do Instagrama z białymi ścianami i szklanymi pustkami w tle. On ma inny cel: zapewnić uczucie bezpieczeństwa bez obowiązku komunikowania się z nikim.

Tylko tamten człowiek przy stole w kuchni — który robił herbatę od trzech godzin i miał pięknie uporządkowaną listę produktów — był tam przez całą noc. Nie mówił nic więcej niż „dzień dobry”, ale jego obecność była wystarczająca. Tak właśnie działa dobrze zaprojektowany hostelek: pozwala ci być samym sobą bez konieczności przedstawiania scenariusza.

Mieszkaniec czy podróżnik? To pytanie do siebie

Kiedy wybierasz hostel jako miejsce pobytu — pytasz siebie: kim naprawdę chcę być teraz? Czy chcę być tym człowiekiem, który przechodzi przez pokój bez kontaktu? Czy mam ochotę zrobić coś wspólnego — np. zaprosić do wspólnego wieczoru kuchennego albo tylko spojrzenia przez ramy okienne? W Pitstop Hostel te możliwości są naturalne, ale też nie nakładane.

Nie masz tutaj planowanego programu aktywności ze sprawdzianem po 30 minutach walki na parkietach pod radość dzieci z sąsiedniego hotelu. Masz tu wolność wyboru: możesz spać godzinę po zamknięciu recepcji lub możesz siedzieć przy stoliku i słuchać muzyki podczas deszczu za oknem.

Łóżka bez zbędnej dramaturgii

Wielkie miasto może mieć mnóstwo opcji: hoteliki pełne technologii i ekspresów do kawy u samego łóżka. Ale ile z nich daje uczucie prywatności bez potrzeby płacenia za nią? Pitstop Hostel daje to dzięki odpowiednim rozmiarom pokoi (są też prywatne) oraz dobremu działaniu systemu izolacji dźwięku.

Istnieje coś bardzo ważnego: człowiek potrzebuje spokoju nawet wśród ludzi. Można mieć siedem osób we wspólnej łazience i niczego nie ucierpieć – jeśli są one cicho działające i mają poczuwać się jak u siebie.

Jak wygląda życie codzienne?

Niczym wielkie filmowe dramatyczne przejęcie władzy nad otoczeniem. Właśnie tak wygląda normalny dzień: poranek z parą filiżanek kawy robionej ręcznie (przeznaczonej dla wszystkich), późniejsza kolacja przy stole – potrawy domowe od jednej z pracowników (która często wraca późno wieczorem), a potem – milczenie między nami a ulicą przez kilka godzin.

To dziwne uczucie – gdy świat trwa dłużej niż tylko rezerwacja hotelowa lub weekendowy plan działania; gdy czas staje się czymś innym niż liczba minut między jednym a drugim punktem mapy.

Zakończenie: Czy warto próbować?

Nie wszystko musi być nowe by było lepsze — ale warto czasem spróbować czegoś prostszego niż standardowy układ hotelowy ze swoimi robotami do szklanek w recepcji.

  • Pitstop Hostel oferuje spokój nawet we wspólnych pomieszczeniach
  • Rozkład czasowy jest elastyczny – nie musisz reagować na harmonogramy
  • Kuchnia wspólnota działa naturalnie – kto chce gotować – gotuje
  • Cisza jest możliwa dzięki dobremu projektowi wnętrza i ograniczonemu tłumowi
  • Pokój prywatny dostępny nawet jeśli chcesz zostać sam – bez konieczności płacenia za dodatkową usługę

Categories:

Tags:

Comments are closed